Batman: The Wedding – recenzja

Rok 2018 w dużej mierze upłynął w mediach pod znakiem ślubu Księcia Harry’ego z Meghan Markle. Mieszane uczucia miałem obserwując jak z rodziny królewskiej robi się pospolitych celebrytów. Fani komiksów DC żyją jednak od dawna innym ślubem. Po opróżnieniu wielu szkatułek z biżuterią Catwoman skradła wreszcie serce Batmana. Zbiór historii pod nazwą Batman: The Wedding opowiada o ostatniej prostej wiodącej do tego wydarzenia.

Para nie do pary

Nie śledzę na bieżąco przygód zamaskowanego mściciela z Gotham. Batman: The Wedding kupiłem w czarnopiątkowej promocji nie spodziewając się niczego ponad komiksowe standardy o superbohaterach. Tym bardziej, że nie przekonywał mnie sam motyw ślubu. Często w serialach zestawia się parę bohaterów obojga płci, którzy ewidentnie mają się ku sobie. By się z tym nie zdradzać, nie szczędzą sobie złośliwości. Nadaje to ich relacji dynamikę, która znika kiedy osoby te w końcu powiedzą sobie „tak”. Obawiałem się, że schemat ten zostanie powtórzony w przypadku Seliny Kyle i Bruce’a Wayne’a. Najbliżej bycia razem byli w „Hush”, historii napisanej przez Jepha Loeba i zilustrowanej przez Jima Lee. Wówczas jedno, wypowiedziane w złym momencie, słowo zburzyło podwaliny pod zbudowanie trwałej relacji. Gotham to przecież nie miejce na happy endy.

Półmisek serów

Zbiór historii zebranych w Batman: The Wedding rozwiał wszelkie moje obawy przed otrzymaniem miałkich historyjek dla nastolatków. Pierwsza z nich „The Gift” to wariacja na temat animowanego Flashpoint, które przy okazji bardzo polecam. Postacią pierwszoplanową jest w niej Booster Gold, przybysz z przyszłości, który chce obdarować pana młodego wyjątkowym prezentem ślubnym. Postanawia cofnąć się w czasie jeszcze bardziej i uratować Thomasa, i Marthę Wayne. Działa przy tym z entuzjazmem równym jego lekkomyślności. Daj takiemu władzę nad czasem, małpie brzytwę, a dziecku zapałki i katastrofa gotowa. Przez zawirowania w czasoprzestrzeni, m.in. Pingwin jest Prezydentem USA, Bruce Wayne zepsutym miliarderem, a Catwoman najzwyczajniej brakuje piątej klepki. Historia jest sprawnie pomyślana i na zawsze odciska piętno na jej głównym bohaterze. Sam Booster Gold, jako heros goniący za sławą jest postacią bardzo komiczną. Towarzyszy mu robot będący dodatkowo wehikułem czasu i głosem rozsądku dla swojego towarzysza. Wystarczyło, by Booster go posłuchał i w prezencie dał tradycyjny półmisek serów.

Niech powie teraz, lub zamilknie na wieki

głoszą kapłani w czasie ślubów w amerykańskich filmach. Przeciwny jest tu oczywiście Joker, który wie, że szczęście Batmana będzie jednocześnie końcem ich wspaniałej (w jego mniemaniu) relacji. Nie można przecież walczyć ze złem siedząc w kapciach przy kominku. Najpierw więc stwierdza, że w domu przypadkowego mieszkańca Gotham poczeka na zaproszenie na ślub. Następnie postanawia urządzić masakrę na innym ślubie, by zwrócić na siebie uwagę Batmana. „The Best Man” to historia niemal w stylu Quentina Tarantino. Joker wskutek zabaw z bronią traci wszystkich zakładników, postanawia więc, że kolejnymi może być Batman a nawet on sam. Będąc zaś rannym nie może załadować kolejnego magazynku do pistoletu. Prosi więc Catwoman, by ta pomogła mu przeładować, gdyż inaczej nie będzie mógł jej zabić. To tylko jedna z perełek z ich nietypowego dialogu.

Panie, jakoś mnie tak mgli od tych wszystkich weselnych historii…

mógłby powiedzieć naczelny bezrobotny kraju z telewizji ze słoneczkiem. Dzień ślubu jest przeplatany grafikami licznych związanych z Batmanem rysowników, którzy oddają hołd miłości przyszłych nowożeńców. Niestety nadmiar wylewających się z niebieskich i zielonych oczu słodyczy może przyprawić o niestrawność. Na szczęście wynagradza nam to sam finał w historii, w którym palce maczał inny z wielkich wrogów Batmana. Z pewnością zaostrza on apetyt na ciąg dalszy.

Batman: The Wedding – catering

Za zilustrowanie całej historii odpowiadają Tony S. Daniel, Clay Mann i Mikel Janin. Rysunkom Daniela nie można niemal nic zarzucić. Niemal, ponieważ rysuje postaciom, zwłaszcza Bruce’owi Waynowi dziwnie niskie czoła. Takowe zaś, świadczące o niskiej inteligencji, nie przystoi najlepszemu detektywowi na świecie. Joker w wykonaniu Manna (poniżej po prawej) jest bardzo realny, a przez to jeszcze bardziej przerażający. Joker autorstwa Janina (po lewej) jest za to trochę za bardzo kreskówkowy.

"<yoastmark

Poza tym jednym wyjątkiem reszta postaci spod kreski Janina jest  pierwszorzędna. Do tego dochodzi cała masa wspomnianych grafik dotyczących rozwoju uczucia między kobietą kotem i człowiekiem nietoperzem. Szczególnie cieszą nawiązujący do „Hush” rysunek Jima Lee i najlepszy w całym komiksie minimalistyczny projekt autorstwa Lee Weeksa.

Jim Lee i Lee Weeks
Jim Lee i Lee Weeks
Już mi niosą suknię z welonem…

To słowa polskiego przeboju o ślubnej tematyce. Nie jest to bynajmniej wyznanie szczęśliwej panny młodej. Czy Batman: The Wedding to radosna feta na kształt tej z Windsoru czy bardziej nawiązanie do słów piosenki zespołu Dwa plus jeden? Warto przekonać się samemu. Nie jest to może nazbyt ambitna historia, ale może dostarczyć, nie tylko fanom DC Comics, przedniej rozrywki na zaskakująco wysokim poziomie.

Ocena: 8/10

Przeczytaj również:
Stan Lee: Człowiek-Marvel

Stan Lee. Człowiek-Marvel

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *