Netflix – Do wszystkich chłopców, których kochałam – recenzja

„Do wszystkich chłopców, których kochałam” to drugi film w reżyserskim dorobku Susan Johnson. Produkcja Netflixa jest również odą do młodzieńczej miłości, wyśnionej przez romantyczną nastolatkę. Do tejże grupy odbiorców film jest adresowany. Jeśli jesteście dorośli, ale często z nostalgią uśmiechacie się na wspomnienie pierwszych kroków w kontaktach damsko-męskich, w czasie seansu również będzie się nieźle bawić.

Biegniemy po łące nie znając imienia

Bohaterkę filmu poznajemy, gdy wśród sięgających pasa traw biegnie ku swemu ukochanemu. Jest to jedna z jej imaginacji, w których odtwarza sceny idealnej, romantycznej miłości. Lara Jean nie doświadcza jej jednak w życiu codziennym, a jedynie na kartach książek. W szkole nie jest zbyt popularna. Ma jedną oddaną przyjaciółkę, ale najbliższymi jej osobami są młodsza i starsza siostra. Po śmierci matki są one wychowywane przez ojca, w którego wcielił się znany chociażby z „Mojego wielkiego greckiego wesela” John Corbett. Sprawy sercowe Lary Jean dodatkowo komplikuje fakt, że jej starsza siostra chodzi z chłopakiem, którego nastolatka darzyła niegdyś niewinnym, dziewczęcym uczuciem.

Puszka Pandory

Lara Jean historie swoich dotychczasowych, niespełnionych miłości trzyma w pudełku, które otrzymała jeszcze od matki. Znajduje się w nim 5 zaadresowanych, lecz nigdy nie wysłanych listów do tytułowych wszystkich chłopców, których kochała. Tę puszkę Pandory otwiera najmłodsza z sióstr, która postanawia zgromadzoną tam korespondencję wysłać. Chociaż skuteczność tej akcji nie jest stuprocentowa, wyznania docierają do (byłego już w międzyczasie) chłopaka siostry oraz do sympatii jednej ze szkolnych celebrytek.

Ta karczma Rzym się nazywa

Daleko tu wprawdzie do Pana Twardowskiego, a skutki przedsięwzięcia nie są opłakane, ale Lara Jean z jednym z chłopców zawiera pewien pakt. Spisana w zeszycie umowa zakłada udawane chodzenie ze sobą. Chociaż miłość nie jest prawdziwa, pozwala bohaterce i jej wspólnikowi w ciemnych sercowych interesach zawiązać niespodziewaną nić porozumienia. Sama Lara Jean zaś zdobywa popularność w szkole i wątpliwą sławę na Instagramie.

High school musical

„Do wszystkich chłopców, których kochałam” jest typowym filmem dla nastolatek, z przystojnymi (przypuszczam) młodzianami i wielkookimi młodymi kobietkami w rolach głównych. Obsadzona w roli tytułowej Lana Condon wydaje się przez cały film lekko zagubiona. Niestety mam wrażenie, że nie jest to tylko kwestia roli, którą przyszło jej grać. Również John Corbett nie wychodzi poza ramy stereotypu dobrotliwego wdowca z trójką dzieci. Całe otoczenie bohaterki nie wybiega poza standardowe ramy znanej z wielu filmów amerykańskich, tamtejszej high-school. Przyjemna dla ucha jest jednak ścieżka dźwiękowa przenosząca nas na powrót do świata, gdzie o sensie istnienia decydowała odpowiedź na pytanie: „Czy na pewno jej/jemu się podobam?”

Pamiętnik w wersji junior

Fabuła, choć banalna, pozwala cofnąć się dorosłemu widzowi do lat młodości. Potoczny banan na twarzy pojawia się zarówno na widok poczynań bohaterów jak i na wspomnienie własnych niezdarnych kroków w pierwszych kontaktach z płcią „przeciwną”. Niespodziewanie jednak seans tej produkcji pozwala najzwyczajniej miło spędzić czas. Wprowadza nas w atmosferę całkowitego relaksu i niepamięci o problemach dnia codziennego. Klimat filmu bardzo przypomina mi „Pamiętnik” z Ryanem Goslingiem i Rachel McAdams. W porównaniu z tamtym filmem, w produkcji Netflixa oszczędzono nam gorzkich prawd o przemijaniu, zostawiając z naiwną, choć czasem potrzebną wiarą w piękną niewinną miłość.

Powrót do przeszłości

Dla młodych romantyków marzących o pięknej idealnej miłości film będzie spełnieniem marzeń. Dla dorosłych, w których duszy nadal gra sentymentalnea nuta, będzie powrotem do tych marzeń. Co do jednego jestem przekonany. Dzięki „Wszystkim chłopcom…” jednym i drugim zrobi się po prostu dużo cieplej na sercu.

Ocena: 7/10

Polecam również: Goodbye Christopher Robin

Jedna odpowiedź do “Netflix – Do wszystkich chłopców, których kochałam – recenzja”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *