Muse – Simulation Theory – recenzja

Najnowszy album zespołu Muse, Simulation Theory wita nas okładką rodem z filmu SF klasy B z lat 80. Jednak oprócz tego, że nie dostajemy albumu klasy B, to w wersji Super Deluxe mamy 2 zamiast jednej płyty. Prawie każdy utwór jest dostępny w wersji alternatywnej. Dzięki temu, jeśli w oryginale nie przypadnie słuchaczowi do gustu, warto dać szansę jego bliźniaczej wersji.

Flash, a-ah…

Album startuje z wysokiego C. Aby opisać wrażenia płynące ze słuchania „Algorithm” i „The Dark Side” muszę posłużyć się zmyśloną historyjką. Otóż pewnego razu członkowie zespołu Queen napili się z Jean-Michel Jarrem i stwierdzili, że napiszą muzykę do najnowszego Blade Runnera. Utwory otwierające Simulation Theory to multi-instrumentalne dzieła, które przypominają muzykę z Flasha Gordona, Oxygen Jarre’a oraz estetykę cyberpunku.

Zgodnie z tym klimatem słowa Algorytmu odnoszą się do opresyjnego społeczeństwa przyszłości gdzie jednostka działa niczym zaprogramowana część większej maszynerii.

Burn like a slave
Churn like a cog
We are caged in simulations
Algorithms evolve
Push us aside and render us obsolete

Z wypalonym (znakiem) jak u niewolnika
Kręcimy się jak koła zębate
Jesteśmy uwięzieni w symulacji
Algorytm się rozwija
Spycha nas na bok czyniąc przestarzałym.

Alternatywne rzeczywistości i wersje

„Pressure” w wersji z udziałem orkiestry uniwersytetu UCLA kipi energią godną prezentacji drużyny footballu amerykańskiego.

Utwór „Propaganda” śpiewany niemal falsetem przez Matthew Bellamy’ego bliski jest stylistyce utworów Prince’a. Zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu jego wersja akustyczna, z solo na gitarze w klimacie soundtracku do dobrego westernu.

„Break it to Me” to mix rapu z zawodzeniem instrumentów rodem z bliskiego wschodu. Znowu lepszy okazuje się tu alternatywny mix  autorstwa Sama de Jonga.

„Something Human” poza wezwaniem do przeżywania prawdziwego, zwyczajnego życia, jest bardzo lekkim, sympatycznym w odbiorze utworem. Umieszczony w samym środku zestawienia jest idealnym przerywnikiem przed kolejnymi, znacznie cięższymi w odbiorze, utworami.

Takim zaś zdecydowanie jest „Thought Contagion (skażenie myśli)” z mocnym, typowo rockowym brzmieniem gitar i sekcji rytmicznej.

„Get Up and Fight” oraz „Blockades” jako jedyne mają tylko jedną wersję. Tylko drugi z nich broni się jako samodzielna piosenka. Ociera się nieco, tak jak okładka albumu, o kicz lat 80., ale jest zdecydowanie ciekawym utworem. Mamy klawisze, męskie chórki rodem ze wspomnianego „Flasha Gordona” i wiodącą gitarę. „Get Up and Fight” to przeciętny utwór nie pozostawiający po sobie żadnych wrażeń, nawet negatywnych. Dla artysty obojętność jest gorsza nawet niż krytyka. Szczęśliwie to chyba jedyny przeciętny element całego zestawienia.

Cyberpunk, gospel i Terry Crews

„Dig Down” wyróżnia się w całym zestawie jako czysty, rockowy chillout. Niespieszne tempo oraz chóralnie śpiewane dig down, zwłaszcza w wersji gospel, z towarzyszącym pianinem robią nadspodziewanie dobre wrażenie.

When hope and love has been lost
And you fall to the ground
You must find a way
(…)
Dig down
And find faith
When you’re close to the edge
With a gun to your head
You must find a way

Prawdziwym zaskoczeniem zaś jest zestawienie melodii i słów utworu z cyberpunkowym teledyskiem, gdzie zamiast bujającego się w czasie nabożeństwa chóru oglądamy…, nie będę psuł niespodzianki. Poniżej link do materiału wideo:
Dig Down – teledysk

Podobne klimaty przewijają się w innych teledyskach, chociażby do „Algorithm”. Widać tu wyraźne inspiracje, m.in. filmem „Tron”. Dodatkową niespodzianką jest zaproszenie do udziału w wideoklipach Terry’ego Crewsa, znanego, m.in. z „Niezniszczalnych”.

Simulation Theory – udany eksperyment muzyczny

Cały album sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Dla osób zafascynowanych klimatami cyberpunku, SF i popkulturą lat 80. „Simulation Theory” będzie zaś prawdziwą gratką. Nadmiar pomysłów i koncepcji rozwiązano oferując alternatywne wersje niemal całego zestawu utworów. Dzięki temu posiadacze wersji Deluxe będą mogli zabawić się w ułożenie własnej unikalnej playlisty. Dodatkowo zestawienie kontrastowych tekstów, melodii i teledysków przyniosło niejednokrotnie zaskakujący efekt. Wystarczy obejrzeć teledysk bez dźwięku lub posłuchać samej piosenki, a następnie złożyć to w całość. Gwarantuję, że nie raz uniesiecie brew w geście zdziwienia. Za odwagę i udany efekt muzycznych eksperymentów mocne

8/10

W kategorii artystycznych eksperymentów polecam również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *